W naszym państwie od lat mówi się, że póki ktoś startuje w wyborach, to jest przymilny jak kot, niemniej jednak gdy te wybory wygra, to spada jego maska i okazuje się, że rządzi jak wszyscy. Mimo że co kilka lat wybory dokonują swego rodzaju rotacji w kręgach władzy, to jakoś nie widzimy, żeby w związku z tym coś się zmieniało. Można powiedzieć wręcz, że stale jest gorzej. Nowi posłowie w każdej sytuacji są jakąś nadzieją na przyszłe miesiące, przestawiani są jako ci, którzy mogą coś skonwertować, niemniej jednak czy do tych zmian dochodzi? Wydaje się, że nie.